kawałek, który przez latające ogrzewanie cały dom, niemal całkowicie wystygł, w izbie chłód, który wnikał w kości i przypominał o surowościach nadchodzącego dnia. Obudziłem się o świcie, jeszcze zanim pierwsze promienie słońca rozjaśniły niebo, nadanom na nogi wełniane skarpety, narzuciłem na ramię ciepły sweter i podreptałam do kuchni, by rzucić drewna do kawałka i uruchomić wodę na herbatę. Na stole, przykrytym lnianym obrusem, dostępnyy świeży twaróg, który przywiozłam od sąsiadki, oraz niewielka malinowej konfitury, przygotowanaj jeszcze latem z owoców z własnego ogródka. Jednak zamiast apetytu, który jest zwykle podany o
Niespodziewane życie po sześćdziesiątce – prawdziwa historia Marii